przewoźnicy

Niespodziewana nagroda

Gdy dzisiaj przed południem do naszego biura wpadło trzech ludzi niosących wielkie tace z ciastem, ciastkami i owocami pomyślałem, że chyba pomylono adresy i dostarczono zamówione słodycze nie tam, gdzie powinny być. Zanim ulokowano wszystkie paczuszki z ciastem na jednym z biurek, najbardziej ogarnięta koleżanka doskoczyła do panów dostawców i zapytała czy to na pewno zostało przywiezione dla nas. Oni odpowiedzieli, że tak, adres jest jednoznaczny, a zamawiającym był Wiesław Kowalski, czyli nasz kierownik, kierownik ds. transportu Poznań.

Po tej informacji wszyscy zamarliśmy i przez chwilę wpatrywaliśmy się w przyniesione słodkości. Po co kierownik miałby zamawiać dla nas tyle ciasta? Przecież nie miał dziś urodzin, imienin, ani nie wydarzyło się nic szczególnego. Z powątpiewaniem patrzyliśmy na paczki próbując zwalczyć chęć sięgnięcia po pierwsze ciasteczko.

Postanowiliśmy na razie nie ruszać słodyczy i poczekać na przyjście kierownika. Gdy pan Wiesław zawitał do naszego biura był szczerze zdziwiony, że jeszcze nic nie zjedliśmy. Na nasze podejrzenia zareagował śmiechem i powiedział, że ciasta są nagrodą za bardzo dobrą pracę wykonaną w zeszłym miesiącu. Kierownik stwierdził, że oprócz premii przydałoby się też coś na ząb, więc złożył zamówienie w pobliskiej cukierni. No, no – kto by pomyślał, że kierownik może być tak wspaniałomyślny?

przemiana w logistyce

Rozczarowanie

Jako, że nie mam bezpośredniej styczności z zawodem kierownika ds. transportu i pracą w branży transportowej raczej nie powinnam wypowiadać się na jej temat negatywnie (bo zwyczajnie nie znam realiów), jednak nie potrafię przejść obojętnie obok faktu, że od kiedy mój narzeczony awansował na kierownika transportu, kierownik ds. transportu Olsztyn, zupełnie nie poznaję chłopaka, za którego zgodziłam się wyjść. Nie wiem, czy oni zrobili mu tam jakieś pranie mózgu czy zmusili do innego zachowywania się, ale mniej więcej tydzień po objęciu posady kierownika przestałam poznawać Sebastiana i zauważyłam, że zachowuje się zupełnie inaczej niż dotychczas.

Jeszcze niedawno Sebuś był zwykłym chłopakiem o gołębim sercu i usposobieniu misia koali. Wszystkim, co się dla niego liczyło był spokój, odpoczynek, zgoda i przyjaźń. Był takim misiem, do którego można się było przytulić w najgorsze dni i znaleźć w tym pocieszenie. Sebastian nigdy nie był gruby, choć miał trochę więcej ciałka tu czy tam. Jak dla mnie był mężczyzną idealnym.

Niestety, od kiedy Seba został kierownikiem mężczyzną idealnym już nie jest. Przestał być kochanym misiem, a stał się groźnym niedźwiedziem grizzly, wobec którego najlepszym zachowaniem jest unik. Sebastian schudł, wyprzystojniał, jednak jednocześnie stał się cyniczny, nieprzystępny i skupiony na karierze. Nie wiem czy chcę się na stałe związać z takim człowiekiem!

samochodem w drogę

Mylne pojęcie

Nie wiem skąd w niektórych ludziach bierze się przekonanie, że skoro pracuję jako kierownik ds. transportu Mysłowice, to wszystkie aspekty mojego życia muszą być związane z transportem i samochodami. Moi znajomi wyobrażają sobie, że jestem niczym kierowca TIRa – wiele godzin spędzam w trasie i wiem co na polskich drogach słychać. Niestety, ja zajmuję się transportem wyłącznie od strony teoretycznej i nie mam żadnej styczności z faktycznym przemieszczaniem ładunków z miejsca na miejsce. Ja jestem tym od zarządzania i czuwania nad teoretycznym aspektem transportu, a nie osobą, która realnie wsiada za kółko samochodu dostawczego i jedzie, gdzie mu każą.

Jako, że już wiecie jak postrzegają moją osobę najbliżsi znajomi sami zrozumiecie wielkie oburzenie z jakim ostatnimi czasy spotkał się fakt, że miałem lekka stłuczkę na drodze, ponieważ nie dałem rady zapanować nad swoim samochodem. Wszyscy znajomi, którzy uważają, że w pracy spędzam długie godziny na jeździe samochodem byli zszokowani, że przy tak częstym poruszaniu się po polskich drogach nie umiem poradzić sobie ze śliską nawierzchnią i nie wiem jak dostosować szybkość do warunków jazdy. Tłumaczenie, że wcale nie jeżdżę samochodami dostawczymi podziałało jedynie na niektórych znajomych, natomiast znaczna część nadal uważa, że zwyczajnie się tłumaczę, bo nie chcę wyjść na ostatnią ofermę.

W rzeczywistości jest tak, że ja w samochodzie spędzam tyle czasu, co niemal każda inna osoba – poruszam się nim w drodze do biura i w drodze z biura do domu. Od czasu do czasu zdarza mi się również pojechać na zakupy lub z wizytą do znajomych. Tego na pewno jazdą zawodową nazwać nie można.

zaplanowac dostawy

Jedyny na placu boju

Często odnoszę dziwne wrażenie, że tylko ja jeden przejmuję się dobrem całego naszego działu, a nie patrzę jedynie na siebie, swoje potrzeby i osiągnięcia. Jestem jednym z pięciu specjalistów ds. transportu zatrudnionych w pewnej łomżyńskiej firmie dystrybucyjnej, a czasem mam wrażenie jakbym był jedynym pracownikiem całego działu. Nawet nasz kierownik, kierownik ds. transportu Łomża, nie przejmuje się zbytnio swoją rolą i nie zajmuje transportem tak, jak powinien to robić.

Z tego co wiem kierownik jest bardzo dobrym znajomym właściciela firmy, dlatego nie boi się, że mimo swojego braku zaangażowania zostanie zwolniony z pracy. Gdyby właścicielowi zależało na prężnym rozwoju swojej firmy już dawno wymieniłby kierownika na kogoś, kto umiałby zarządzać zespołem i zaprowadzić ład w dziale. Takim kimś mógłbym być na przykład ja, jako, że znam już firmę i wiem czego jej potrzeba.

Póki co nie zebrałem się jeszcze na odwagę by iść do właściciela i powiedzieć co mi leży na wątrobie. Wiem, że tak otwarte wystąpienie przeciwko swojemu kierownikowi będzie jawną deklaracją mojej postawy, która może skończyć się w dwojaki sposób: albo kierownik wysłucha moich argumentów i zacznie coś zmieniać w swoim dziale transportowym albo mi przyjdzie się pożegnać z obecną pracą. Nie wiem czy utrata tej pracy byłaby dla mnie takim złym rozwiązaniem, ale na razie boję się podejmować jakichkolwiek akcji. Może poczekam jeszcze chwilę i zobaczę jak się sprawy mają.